Blog


Wieczór nalewek Zbigniewa Sierszuły

Zbigniew Sierszuła to utytułowany mistrz nalewek, którego wyroby zbierają najwyższe laury i cieszą się uznaniem smakoszy. Od przeszło 40 lat osobiście przygotowuje nalewki. Jak sam twierdzi najtrudniejsze jest pierwsze pięć lat, ponieważ większość nalewek nabiera smaku z wiekiem i początkujący producent musi się wykazać cierpliwością.

Wreszcie po latach słuchania relacji z poznańskiego Festiwalu Dobrego Smaku udało mi się tam dotrzeć. Sympatycznie było przejść się po festiwalowym jarmarku, skubnąć niesamowitych serów (np. „parmigiano mazuriano”), węgierskich kiełbas, schrupać robione na miejscu, holenderskie ciężkie ciacho z karmelem (stroopwafel) i zapić porterem z dodatkiem chili. Ja jednak chciałem więcej i tak trafiłem na Wieczór nalewek Zbigniewa Sierszuły.

Sympatyczny gawędziarz wieczór z nalewkami zorganizował w gościnnych progach restauracji Toga (ładnie się zrymowało), o której od lat słyszę wyłącznie peany pochwalne. Padło wiele rad na temat przygotowywania nalewek. Ja zapamiętałem dwie: 1) najlepsze nalewki robi się z owoców, które same opadły, nie zaś z zerwanych, 2) jakość użytego do nalewki alkoholu ma olbrzymie znaczenie dla jej smaku. Najlepszy spirytus pochodzi z Łańcuta, a złych jest bez liku.

Zbigniew Sierszuła i jego goście

Zbigniew Sierszuła i jego goście

Otworzyliśmy aperitifem w postaci czarnej jak kawa orzechówki, która ma ponoć moc ukojenia wszelkich bólów przewodu pokarmowego. Przepyszna.

Później przyszedł czas na część degustacyjną. Pierwsza była leciutka i przyjemna nalewka z mirabelek, do której podano biały ser na liściu cykorii. Następnie na stole pojawiła się nalewka z owoców tarniny z wołowym carpaccio, a po nich nalewka z moreli i pierogi z leśnymi grzybami. To ostatnie połączenie nie przypadło mi szczególnie do gustu. Nalewka była wspaniała, jak wszystkie, pierogi również, ale ich smaki nie komponowały się ze sobą. Na szczęście ich miejsce wkrótce zajęła nalewka z pigwy. To jedna z moich ulubionych nalewek, a w wydaniu Zbigniewa Sierszuły nie rozczarowała. Do niej skosztowałem karkówki w opracowanym przez gospodarza wieczoru aksamitnym sosie karmelowo-kaparowym. Ukoronowaniem tej części była smorodinówka (na owocach i liściach czarnej porzeczki), najbardziej utytułowana nalewka mistrza Sierszuły.

Ostatnia część wieczoru poświęcona była deserom. Podano nalewkę z czeremchy i jabłko nadziewane rodzynkami, zapieczone w cieście z sezamem, nalewkę z rokitnika, zwanego też niekiedy oblepichą oraz lody śmietankowe z owocami tejże oblepichy, a degustację zamknęło ciasto czekoladowe i wyjątkowa w dorobku Zbigniewa Sierszuły nalewka dwusmakowa – malina na orzechu.

Wszystkie nalewki były fenomenalne, efekt przeszło czterech dekad doświadczenia, dbałości o każdy najmniejszy szczegół, dobierania nie tylko najlepszego możliwego spirytusu, ale również wyłącznie niepryskanych owoców pochodzących z własnych upraw i wieloletniej współpracy z wyselekcjonowanymi sadownikami. Gdybym miał jakąś polecić szczególnie, to oczywiście przede wszystkim sławną smorodinówkę, mocną orzechówkę i łagodną, słoneczną nalewkę z mirabelek, ale generalnie, jeśli będziecie mieli okazję skosztować nalewki Zbigniewa Sierszuły, spróbujcie koniecznie.

 

Komentarze ( 0 )

    Dodaj komentarz

    Your email address will not be published. Required fields are marked *