W kosmosie nikt nie usłyszy, jak mlaszczesz

Artykuł ukazał się w Nowej Fantastyce nr 419 (8/2017), w cyklu „Od kuchni”.

Dlaczego apetyt pewnego astronauty rozwścieczył amerykański kongres? Ile koreańskich instytutów badawczych potrzeba, aby wynieść na orbitę kiszoną kapustę? Krótko mówiąc będzie o tym, co jedzą kosmonauci.

Jak wykazało późniejsze śledztwo i przesłuchania, astronauta Walter Schirra wszedł w posiadanie kontrabandy 23 marca 1965 r. w lokalu Wolfie’s, w miejscowości Cocoa Beach na Florydzie. Następnie udał się do centrum lotów kosmicznych i ukradkiem przekazał towar pilotowi misji Gemini III Johnowi Youngowi. Ten ukrył niewielki pakunek w kieszeni kosmicznego kombinezonu i zdołał przemycić go na pokład kapsuły. Dwie godziny po starcie rakiety Young wydobył szmugiel i triumfalnie okazał go dowódcy misji Gusowi Grissomowi. To była kanapka z peklowanej wołowiny na żytnim chlebie.

John Young, do którego losów jeszcze wrócimy, zaryzykował swoją karierę dla tej kanapki. NASA musiało tłumaczyć się za niego przed kongresem, ponieważ oburzeni politycy uznali, że kanapka zagroziła misji kosztującej miliony dolarów.

I choć zrobił to dla żartu, można na jego usprawiedliwienie powiedzieć, że w tamtych czasach „kosmiczne jedzenie” było obrzydliwe. Początkowo uwzględniano przede wszystkim kwestie dostarczenia astronautom niezbędnych składników odżywczych, łatwości przechowywania, przygotowania i transportu w ciasnych, pełnych delikatnego sprzętu wnętrzach rakiet kosmicznych, narażonych na takie czynniki jak ciśnienie i niska grawitacja. Smak i prezentacja potrawy były na liście ostatnie. Co więcej Amerykańscy naukowcy bardzo bali się okruszków, które mogłyby zakłócić pracę aparatury lub dostać się do dróg oddechowych pilotów, a także stanowić siedlisko bakterii. Z tego powodu żywność suszono i prasowano w jednolite bloczki, a następnie pokrywano żelatyną lub tłuszczem, żeby się nie kruszyły. Głodny astronauta brał taki bloczek do ust, przegryzał żelatynową osłonkę, nawadniał kęs śliną podczas żucia, a dopiero potem połykał. Na szczęście ludzki przełyk dobrze radził sobie z nieważkością.

Rosyjscy pionierzy kosmosu mieli nieco lepiej. Pierwszy człowiek w przestrzeni kosmicznej, Jurij Gagarin, spożył przed startem Wostoka 1 zawartość trzech aluminiowych tubek, przypominających pastę do zębów. W dwóch znajdowała się mielonka mięsno-wątrobiana, a w trzeciej sos czekoladowy na deser.

Homar z łyżkomiski

Jeszcze w latach 60. zaczęto urozmaicać astronautom dietę. W rakietowym menu misji Gemini zagościł kurczak, warzywa, tosty, a nawet krewetki w majonezie i budyń karmelowy. Co więcej piloci mieli możliwość komponowania posiłków z kilku możliwych opcji. Nieważkość stępiała jednak smak i zapach, między innymi przez zmiany w krążeniu krwi. Z tego powodu astronauci preferowali potrawy pikantne i wyraziste.

Nie tylko dania, ale również utensylia kuchenne ulegały stałemu unowocześnianiu. Przełomowa okazała się tzw. „łyżkomiska”, czyli próżniowo zamknięty woreczek z wysuszonym jedzeniem, tak skonstruowany, by zawartość można było nawodnić i podgrzać w warunkach nieważkości, a następnie wyjeść prosto z folii. Korzystali z niej uczestnicy misji Apollo, którzy również jako pierwsi mogli rozrabiać suszone produkty w gorącej wodzie.

W 1973 roku astronauci pracujący na stacji kosmicznej Skylab mieli już dość przestrzeni, by wstawić do kuchni lodówkę i zamrażalnik. Dzięki temu ich jadłospis stał się znacznie bogatszy. Zagościł w nim nawet dekadencki homar à la Newberg, przyrządzany z masłem, śmietaną, koniakiem, sherry, jajkami i pieprzem kajeńskim. Załoga jadała przy prawdziwym stole kuchennym przykręconym do podłogi razem z krzesłami. Komfortowe tace podgrzewały jedzenie i były wyposażone w magnesy na sztućce. Tace pozwalały na przypięcie do nich kilku pojemników i jedzenie kilku rzeczy na raz, na przykład puree, mięsa i sałatki. Bez tacy astronauci byli zobowiązani jeść tylko z jednego pojemnika, aby pozostałe nie odleciały w nieważkości. Do sztućców, obok tradycyjnego noża, widelca i łyżki należały także nożyczki, którymi otwierano pojemniki. Pojemniki te po jedzeniu wyrzucano, a sztućce czyszczono specjalnymi nawilżonymi chusteczkami. Pasażerowie Skylab przywiązywali do gastronomii tak wielką wagę, że kiedy panele słoneczne stacji były uszkodzone i musiała ona ograniczyć do minimum zużycie energii, nie odłączono od zasilania ani lodówki, ani zamrażalnika.

Kuchnie świata

W 1975 r. uczestnicy projektu Apollo-Soyuz mieli okazję wymienić się kosmicznymi delikatesami. Podczas wspólnej kolacji Rosjanie dzielili się konserwami z wołowymi ozorkami, barszczem czerwonym i kawiorem.

W październiku 2003 roku w wyścig do gwiazd włączyły się Chiny. Ich pierwszy kosmonauta Yang Livei podczas lotu raczył się wołowiną na sposób Yuxiang, kurczakiem Kung Pao i ryżem Ośmiu Skarbów.

W kwietniu 2008 roku dołączyła Korea Południowa. Koreański pilot Yi So-yeon przywiózł na Międzynarodową Stację Kosmiczną swoje narodowe danie kimchi. Aby tak się stało trzy instytuty badawcze przez kilka lat musiały opracowywać kosmiczną recepturę na potrawę, która jest w gruncie rzeczy po prostu pikantną kiszoną kapustą.

Za to szwedzkiemu astronaucie Christerowi Fuglesangowi nie pozwolono zabrać na międzynarodową misję suszonego mięsa renifera, ponieważ jego amerykańscy koledzy uważali, że nie godzi się go jeść w okolicach świąt Bożego Narodzenia.

Dziś astronauci mogą sobie nawet pozwolić na spersonalizowane diety, na przykład wegańskie. Standardowy jadłospis przewiduje trzy zbalansowane posiłki dziennie oraz przekąski. Dania są codziennie inne i zaczynają powtarzać się dopiero po tygodniu. Ulubionym pieczywem astronautów są tortille, które nie kruszą się tak uciążliwie jak normalny chleb. Opracowanie nowej potrawy z przeznaczeniem do lotów kosmicznych zajmuje zazwyczaj przeszło pół roku, a porcja dla jednej osoby kosztuje około stu dolarów.

Mała czarna i jasne pełne

Zasadniczo kosmiczne jedzenie podzielić można na kilka typów. Pierwszy i najpopularniejszy, to potrawy liofilizowane, czyli odwodnione w niskiej temperaturze i wymagające przed spożyciem zalania wodą. Przykładem takiego dania są znane wszystkim zupki błyskawiczne. Drugi typ to żywność pasteryzowana, przechowywana w puszkach. Dalej mamy produkty suszone w sposób tradycyjny, takie jak suszone owoce, czy paski suszonej wołowiny. Astronauci zabierają ze sobą również żywność w stanie naturalnym, szczególnie orzechy i batony z granoli, czy ciastka. Do tej grupy zalicza się również świeże warzywa i owoce, jednak te zjadane są na samym początku, zanim zdążą się zepsuć lub jeśli jest taka możliwość, przechowywane są w lodówce. Ostatni rodzaj to produkty sterylizowane promieniowaniem jonowym, głównie wołowe steki. Do tego dochodzą dodatki, takie jak musztarda i keczup, a nade wszystko sól i pieprz. Występują one w postaci płynnej. Sól jest rozpuszczona w wodzie, a pieprz zalany oliwą. Najważniejsza w kosmicznym jedzeniu jest wysoka zawartość wapnia, gdyż efektem ubocznym przebywania w przestrzeni kosmicznej jest wypłukiwanie tego minerału z kości i osłabienie szkieletu.

Czym popija się te wszystkie specjały? Najczęściej wodą i sokami. Niestety kosmonauci

muszą obejść się bez napojów gazowanych, takich jak cola, czy oranżada. Nieważkość źle wpływa na proces oddzielania się gazów od płynów w żołądku. Astronautom pijącym gazowane napoje, płyny odbijały się, wracając z przełyku do gardła. Za to dzielni rosyjscy uczeni opracowali recepturę piwa, którego smak rekompensuje stępienie zmysłów w stanie nieważkości oraz redukuje groźbę odbijania się płynem. 3 maja 2015 r. astronautka Samantha Cristoforetti jako pierwsza w historii wychyliła na orbicie filiżankę świeżo parzonej kawy z ekspresu, a właściwie z ISSpresu, skonstruowanego na potrzeby Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) przez firmy Lavazza i Argotec.

A co stało się z pierwszym kosmicznym szmuglerem Johnem Youngiem? Kanapka z peklowanej wołowiny na żytnim chlebie ciężko zniosła ciśnienie przy starcie rakiety i późniejszą nieważkość, ale smakowała wybornie. Pilot zaś po krótkim śledztwie otrzymał oficjalną naganę, która na szczęście nie zaszkodziła jego karierze. Siedem lat później dowodził misją Apollo 16 i był dziewiątą osobą, która chodziła po powierzchni Księżyca. Dziś Young ma 86 lat i zapewne nadal śmieje się zajadając peklowaną wołowinę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

20 − seventeen =