Blog


Rewolwerowiec Przemysława Truścińskiego

Trust przyjechał do Zielonej Góry na spotkanie autorskie podczas 26. Bachanalii Fantastycznych. Musiałem go poprosić o szkic. A że kilka tygodni wcześniej Tadeusz Raczkiewicz narysował mi kowboja, poprosiłem kolejnego artystę komiksowego o zmierzenie z tematem Dzikiego Zachodu.

Przemek się zgodził i w płynącym piwem namiocie konwentowym, przy huku muzyki i wesołej biesiady, sięgnął po pęk profesjonalnych cienkopisów. A następnie zaczął rysować. Nie wiem ile to trwało… Mnie patrzenie wciągnęło bez reszty.

Efekt możecie podziwiać na poniższej ilustracji.

rys. Przemysław Truściński

rys. Przemysław Truściński

Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie w interpretacji, że obrazek ten opowiada całą historię.

Wg mnie oglądamy scenę zaraz po pojedynku. Oto  rewolwerowiec. Można by go nazywać „szeryfem”, ale wygląda tak złowieszczo, że coś nie ufam tej gwieździe na jego piersi. Dajmy mu więc zamiast tego jakieś westernowe imię, np. Cleveland Bill. No więc Cleveland Bill stał przy barze, kiedy wszedł przeciwnik. Patrzymy właśnie oczami tego drugiego. Cleveland zdołał błyskawicznie obrócić się na pięcie i dobyć broni, ale nie zdążył jej użyć. Rozbroił go postrzał w ramię. Teraz roztrzęsioną lewą ręką, ledwo trzymając się na nogach, przyciąga do piersi kapelusz. Może zasłaniający drugą ranę? I jedyne co jest w stanie wydusić, to zaskoczone – Fuck!

Chciałbym teraz obrócić „kamerę” o 180 stopni i zobaczyć tego drugiego, tego który był szybszy. Czy to jego gwiazdę Bill sobie przywłaszczył? Gość musi być ostatnim sprawiedliwym, skoro postrzelił przeciwnika w ramię, zamiast od razu posłać mu kulkę między oczy.  Może zwycięzcę pojedynku poznamy, jak Trust wróci do Zielonej…

Komentarze ( 0 )

    Dodaj komentarz

    Your email address will not be published. Required fields are marked *