Blog


Restauracja Durbar w Londynie

Przed wyjazdem intensywnie szukałem dobrych knajp w Londynie tak, żeby dobrze wykorzystać pory obiadowe, jakie miały mnie czekać w tym mieście. Tylko raz trafiłem prosto w dziesiątkę, ale eksperymentowanie i wybieranie lokali w ciemno też ma swój urok.

Najpierw zainteresowałem się zestawieniami najlepszych londyńskich smażalni Fish&Chips oraz tzw. Pie&Mush Shops. Niestety, w centrum i wokół atrakcji turystycznych nie trafiłem ani na jedno, ani na drugie, więc jakbyście się wybierali do UK to tylko sygnalizuję, że wypada rozejrzeć się za tymi „cheaperami” (tanimi jadłodajniami). Zazwyczaj wyglądają jak miniaturowe wersje naszych barów mlecznych, wystrój mają sprzed dwudziestu lat, aluminiowe albo plastykowe sztućce, absurdalnie niskie ceny i dobre jedzenie. No i specjalizują się w jednym daniu.

Fish&Chips to oczywiście ukochana przez Brytoli ryba z frytkami. Najlepiej podana (nadal się to stosuje) w rożku ze zwiniętej wczorajszej gazety, który natychmiast przesiąka tłuszczem i polana octem.

Pie&Mush to przede wszystkim „pie”, coś pomiędzy plackiem pasterskim a pasztecikiem – podejrzanego pochodzenia mielone mięso zapieczone w cieście. Do tego podaje się „mush”, czyli puree ziemniaczane. W dobrych lokalach typu Pie&Mush jest do wyboru kilka rodzajów placków i kilka rodzajów sosu do puree.

Jak już wspomniałem, ominęły mnie te specjały. Trafiłem za to na doskonałą restaurację indyjską.

Restauracja Durbar

24 Hereford Road, Bayswater
W24AA London
www.durbartandoori.co.uk

10 minut spacerem od Hyde Parku i ogrodów Kensington, pośród dziesiątek albo setek innych knajpek siedzi sobie ten lokal. Zupełnie bezproblemowy, tani, ładny i praktyczny. Polecany m. in. przez Marco Pierre’a White’a. No dobra, wiem, że MPW się sprzedał i próbował wmawiać nam, że kostka rosołowa Knorr to największe odkrycie światowej kuchni od czasów czarnych trufli. Ale kiedyś, jak jeszcze był po prostu dobrym brytyjskim szefem kuchni, zaszedł do Durbaru i powiedział, że dobrze gotują. Miał rację. Jego zdanie podziela zresztą masa internautów. Nietrudno w sieci znaleźć entuzjastyczne recenzje tego lokalu.

Durbar szczyci się tym, że istnieje od 50 lat i oferował hinduską kuchnię, kiedy nie było to jeszcze ani trochę modne.

Co w środku? Ciasne, praktycznie urządzone wnętrze, huczna, pachnąca egzotycznymi przyprawami kuchnia, no i menu. Są potrawy z różnych regionów Indii, są klasyki, jak mięso z pieca tandoor i chlebki naan.

Kazałem sobie polać tradycyjne hinduskie piwo Cobra, sikacz niczym nieustępujący takim piwopodobnym produktom jak hiszpański San Miguel, czy niezapomniane chińskie Tsingtao. Na przystawkę wjechał talerz Tandoor (Tandoori Platter) – przyprawiające o ślinotok kąski pieczonej w specjalnym piecu jagnięciny, marynowanej w jogurcie i pomidorach, rozsypujący się niczym chałwa kurczak i shish kebab, czyli doprawione mielone mięso nabite na metalowy szpikulec i upieczone. Do tego doskonały sos czosnkowy na bazie jogurtu.

Na danie główne wybrałem specjalność zakładu – Lorient Special Chicken. Gorące płyty, na których wnosi się gotującą potrawę nie robią już na mnie wrażenia, za to sama potrawa już tak – ogromna porcja pikantnego kurczaka w jogurtowym sosie z cebulą, pomidorami, ostrymi papryczkami i mlekiem kokosowym była wyborna. Kelner zapytał, czy nie chcę do tego ryżu. Mój towarzysz natychmiast mi to odradził. Mimo że obaj byliśmy potwornie głodni, ja po prawie 8-godzinnej przeprawie Zielona Góra-Wrocław-Stansted-Londyn a on po całonocnej jeździe z Irlandii. Hindusi serwują ponoć ogromne porcje ryżu i jest to nie do przejedzenia. Zrezygnowałem, decydując się za to na dwa chrupiące, świeżo upieczone chlebki naan z czosnkiem.

Nie da się oddać wrażeń smakowych. Nadal cieknie mi ślinka na myśl o aromatycznym naanie maczanym w gęstym, niewiarygodnie pysznym sosie do kurczaka. Każdemu, kto zwiedzając Londyn trafi do Hyde Parku, polecam zajść tu na obiad.

Komentarze ( 0 )

    Dodaj komentarz

    Your email address will not be published. Required fields are marked *