Blog


Powrót do La Tulipe Noire

Czy stek z krokodyla będzie lepszy niż z wieloryba? Wracam do Czarnego Tulipana niemal równo rok po mojej pierwszej recenzji.

Okazją był pierwszy zorganizowany tam „Wieczór konesera”. „Wieczory konesera” nie są w Zielonej Górze nowością. Przez 4 lata organizowała je restauracja Jazzgot. Szczególnie zapamiętałem słodkie muffiny z serem pleśniowym podane podczas jednego ze spotkań w Jazzgocie.

Teraz po formułę „Wieczorów…” sięgnął szef kuchni Paweł Bobrowski w La Tulipe Noire. W każdy pierwszy czwartek miesiąca zaprasza smakoszy na wyjątkowy „kulinarny spektakl” (następne spotkanie zaplanowano na 6 lutego). Kolejne dania przeplatane są krótkimi wystąpieniami szefa kuchni, który opowiada o przygotowanych potrawach, zdradza techniki kulinarne i ciekawostki związane z poszczególnymi produktami, a także odpowiada na pytania gości. Muszę przyznać, że wcześniej nie kojarzyłem szefa Bobrowskiego. Warto się jego osobą zainteresować, szczególnie że prawdopodobnie jedliście już jego dania, kiedy pracował w innych znakomitych zielonogórskich restauracjach.

Co podano podczas inauguracyjnej kolacji? Na przystawkę na stołach pojawiły się przepiórki, pieczone w całości, metodą sous-vide. To znaczy, że ptaszki zamarynowano, umieszczono w woreczku foliowym, zamknięto próżniowo, a następnie cierpliwie gotowano przez 12 godzin w temperaturze 64 stopni Celsjusza. Wyszły cudownie mięciutkie i soczyste. Jedzenie takiej przepiórki przypomina jedzenie skorupiaków. Więcej tu zabawy palcami i obierania z kostek niż samego mięska, ale jest to bardzo przyjemne. Aby wzbogacić smak przepiórki, który nie różni się bardzo od kurczaka, podano do niej galaretkę z pigwy. Ta galaretka szczególnie przypadła mi do gustu. Pigwy pochodziły z sadu mamy szefa kuchni, a za jedyną substancję żelującą galaretki posłużyły pestki tych smacznych owoców. Drugim dodatkiem był gęsty, bogaty w smak sos z wina Marsala.

ms_140116_tulip_1

Daniem głównym był stek z miecznika, złowionego zapewne – jak żartowano przy stole – przez starego Kubańczyka, który wygrał z morzem. Miecznik to ryba oceaniczna, występująca również w basenie Morza Śródziemnego. Jej, całkowicie pozbawione ości, delikatne białe mięso broni się samo, dlatego zgrillowano je doprawiając jedynie solą i pieprzem, a podano w towarzystwie robionej na miejscu oliwy koperkowej. Dodatkiem do miecznika było ravioli z krewetkami. Tu szef kuchni musiał wysłuchać jedynej tego wieczoru krytyki, która padła pod adresem ciasta do ravioli. Ciasto było trochę za grube, co tłumiło niesamowicie smaczne, doskonałe nadzienie krewetkowe.

Na deser uraczono nas torcikiem Dacquoise, czyli bezą z nugatem. Nugat był leciutki i świeży, choć jak na mój gust nieco zbyt słodki. Fantastyczna beza o ciągnącym się wnętrzu stanowiła idealne domknięcie kolacji.

Podczas czwartkowego spotkania szef kuchni prosił o propozycje dotyczące tematu kolejnych wieczorków. Na sugestię podania steku z krokodyla odparł niezrażony – Kilku gości miało już okazję skosztować w naszej restauracji mięsa wieloryba, więc wszystko jest możliwe.

 

Komentarze ( 0 )

    Dodaj komentarz

    Your email address will not be published. Required fields are marked *