Blog


Marvel Knights Spider-Man: Śmiertelna Trwoga

Miałem z pracy nad tym albumem ogromną frajdę. Pierwszy raz tłumaczyłem dialogi mojego ulubionego scenarzysty Marka Millara. Jedną z technik narracyjnych, za które lubię Millara jest osadzanie opowieści bardzo głęboko w teraźniejszości. Autor przytacza tytuły filmów, które były akurat na topie, gdy powstawał scenariusz. Jego bohaterowie używają najmodniejszych w danym roku gadżetów elektronicznych i nucą piosenki z ówczesnego szczytu listy przebojów. Trochę jak z przygodami Jamesa Bonda.

Szkocki scenarzysta ma w sobie też coś z Micheala Bay’a, z tą różnicą że jest od reżysera słynącego z wybuchowej akcji o wiele inteligentniejszy. Scenariusze Millara są przemyślane i dobrze skonstruowane, mimo że opisują coś tak wydawałoby się trywialnego, jak przygody superherosów. Pełno w nich eksplozji, pościgów i przerysowanej przemocy, a jednak wszystko ma sens i wewnętrzną logikę.

Mark ma również oko do szczegółów, które większości twórców komiksowych umykają, albo są celowo pomijane. Wynika to z faktu, że jest przede wszystkim fanem komiksu i myśli zarówno jako zawodowy scenarzysta, jak i zwykły fan. Stąd sceny takie, jak Spider-Man proszący o pomoc Avengers. W większości przygód Spider-Mana stroni się od tego typu wątków. Owszem, Pajączek zamieszkuje Manhattan w świecie Marvela, miejsce gdzie krzyżują się ścieżki setek, a może tysięcy superbohaterów, ale przecież nie może za każdym razem chować się za plecami Thora lub Fantastycznej Czwórki. Żeby seria z jego przygodami miała sens Człowiek Pająk musi sam toczyć swoje bitwy. Millar nie boi się tego tematu poruszyć i wiarygodnie przedstawić. Ot, Peter Parker jest po prostu w głębi ducha zakompleksionym kujonem i kładzie się to cieniem również na interakcjach społecznych jego alter ego. Relacje z Avengers są więc nieudane, nacechowane zażenowaniem i nieporozumieniami.

Millar ma również skłonność do przesady, prześcigania samego siebie i wszystkich swoich poprzedników. Nawet jeśli wytacza z rekwizytorni zgranego łotra, z którym Spider-Man walczył już setki razy, to daje mu jakiś nowy atut. Nowy kostium. Nową moc. Nową sztuczkę. Wszystko, aby tylko było mocniej, szybciej i efektowniej. Uwielbiam go za to, bo wiem, że każdy jego komiks będzie lepszy od poprzedniego. Nigdy nie jest nudno.

Swoistą wisienką na translatorskim torcie był załączony do albumu wstęp Stana Lee. Tłumaczyć słowa mistrza to zaszczyt. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie mi dane tłumaczyć jeszcze coś tego pana, ale o tym sza…

obr_150420_mksm_3

Kup komiks Marvel Knights Spider-Man: Śmiertelna trwoga

Komentarze ( 0 )

    Dodaj komentarz

    Your email address will not be published. Required fields are marked *