Blog


KAPOW! 2012 (cz. 3) – Mark Millar

Kim jest Mark Millar? Królem Midasem zachodniego przemysłu komiksowego. Wszystko, czego się dotknie ten 43-letni Szkot, zamienia się w złoto. Parę lat temu poproszono go, by odświeżył trącącą myszką (fajne słowo: trącącą) serię Avengers. Jego odpowiedź, komiks Ultimates, jest nie tylko bestsellerem branży, ale posłużył też za kanwę ekranizacji Avengers, która trafił na listę trzech najlepiej sprzedanych produkcji w historii kina (600 mln. $ i rośnie).

Ostatnio Millar założył własne wydawnictwo, z wrodzoną skromnością nazywając je Millarworld. Choć legionom scenarzystów i pisarzy wydaje się to niewiarygodne, każdy komiks, który wychodzi w ramach Millarworld jest natychmiast kupowany przez Hollywood, jako materiał na film. Każdy. Ceny? Od 1 mln. $ w górę. Ile ich już wydał? Jakiś tuzin i ciągle wychodzą kolejne.

Napisać „chciałem” go poznać, to jak powiedzieć, że heroinista o rocznym stażu „chciałby” kolejną działkę. Leciałem do Londynu z sercem w gardle. Wiedziałem, że będzie potwornie zajęty, bo był nie tylko gościem, ale przede wszystkim organizatorem i gospodarzem konwentu. Kapow to jego inicjatywa. Nie liczyłem na wspólne piwo w barze, ale by poprzebywać chwilę w jego towarzystwie, pooddychać tym samym powietrzem i przekonać się, że to normalny człowiek z krwi i kości.

Początek

To wszystko jednak zeszło na drugi plan, kiedy na konwencie spotkałem się ze starym przyjacielem Marcinem i razem daliśmy nura w giełdę komiksową, żeby oglądać, kupować i robić sobie zdjęcia z przebierańcami.

Na początek poprosiłem Marcina, żeby strzelił mi fotkę z parą chudych jak szczapy nastolatków, przebranych za Jokera i jego kochanicę Harley Quinn. Marcin długo składał się do zdjęcia a kiedy już był gotów, jakiś niski blondas wlazł mu w kadr. Marcin się wkurzył, ze srogą miną chwycił blondasa za ramię i odepchnął na bok. Tamten przeprosił grzecznie i cofnął, choć sam właśnie ustawiał się do wywiadu telewizyjnego.

Pierwszymi słowami, jakie wypowiedziałem do mojego idola, było więc „Sorry, Mr Millar…” rzucone za odepchniętym przez Marcina blondaskiem.

Panel

Potem były panele, w tym najbardziej wyczekiwany Millarworld, gdzie scenarzysta i jego współpracownicy opowiadali o najnowszych projektach. Tu Millar zaskarbił sobie jeszcze większą sympatię opowieścią o tym, jak pierwszy raz pojechał na konwent – miał 15 lat, był sam i nikogo nie znał. W ogóle wcześniej nie spotkał nikogo, kto by się interesował komiksami. Był tak zdesperowany, że na korytarzu włączał się w rozmowy obcych ludzi, żeby kogoś poznać.

Millar w pewnym momencie przerwał opowieść. „Czy na sali jest ktoś, kto przyjechał tu sam?”, zapytał. Podniosło się parę rąk. Najbliższa należała do wysokiego, chudego faceta z imponującymi zakolami. Millar więc podniósł się z miejsca, podszedł do gościa i objął go na misia. No, rozbrajający facet!

Autografy

Jako posiadacz biletu vipowskiego mogłem pierwszego dnia konwentu udać się do pobliskiego klubu Wax Jambu w dzielnicy Islington. Tam odbyło się godzinne spotkanie grupki wybrańców z największymi sławami komiksu. W jednym kącie Dan Didio nakręcał makaron na uszy naiwnych fanów, w drugim kącie po amerykańsku otyły Joe Quesada (redaktor naczelny Marvela) wlewał w siebie kolejne piwa, Glen Fabry coś smarował w ogródku a inni, np. znany pisarz i scenarzysta Scott Snyder przechadzali się od niechcenia, rozdając autografy i wymieniając grzeczności. Ja poszedłem od razu do Millara, ale otoczony był przez kordon fanów. Zachowywał się fantastycznie, mimo że był po dwugodzinnej sesji dawania autografów, na której zjawiły się absurdalne tłumy. W barze dalej rozdawał autografy i zachowywał, jakby fani byli jego starymi kumplami. Przyjął w prezencie od jakiegoś przejętego 10-latka stos rysunków, z każdym się przywitał. Nie było niestety sensu cisnąć się tam, bo ludzi było po prostu za dużo. Nie było szans sobie z nim pogadać, więc tylko wcisnąłem mu do ręki zeszyt Supercrooks #2 i poprosiłem o autograf. „Narysuj mi coś!”, krzyknąłem jeszcze. Millar zawahał się chwilę, obaj wiedzieliśmy, że rysować to on nie potrafi. „Mogę dorysować fiuta?”, spytał. „Jasne!”. I tak jestem posiadaczem jedynego w swoim rodzaju egzemplarza Supercrooks #2 z autografem Millara i jego odręcznie narysowanym męskim zwisem. To będzie kiedyś dużo warte!

Komiks z autografem i odręcznym rysunkiem Millara. Proszę zwrócić uwagę, że dwie ćmy barowe po prawej wydają się patrzeć w miejsce, w którym pojawił się „ozdobnik” Millara. Wcześniej nie było właściwie wiadomo, na co one patrzą.

Komiks z autografem i odręcznym rysunkiem Millara. Proszę zwrócić uwagę, że dwie ćmy barowe po prawej wydają się patrzeć w miejsce, w którym pojawił się „ozdobnik” Millara. Wcześniej nie było właściwie wiadomo, na co one patrzą.

Angielski humor

I na koniec dwa obrazki z konkursu na kostium. Kiedy na scenę zakradł się demoniczny Carnage i zaczął grozić Millarowi swoimi szponiastymi łapskami, Millar doskoczył do niego i zaczął go całować. Speszony Carnage szybko uciekł z estrady. Millar będzie musiał się z tego ciężko spowiadać w swoim parafialnym kościele, a potem przed żoną.

Ale jeszcze wredniej obszedł się z finalistą kostiumowego konkursu Mr. Fantastic. Jak może pamiętacie z poprzedniego odcinka, Mr. Fantastic znalazł się w finale dzięki wykonanym z jakiś giętkich rur długaśnym rękom. Oczywiście nie mógł tymi rękoma niczego złapać, nie mógłby się nawet wysikać, więc było dość okrutnym, kiedy Millar przyznał mu niespodziewaną nagrodę specjalną – ozdobną plakietkę, którą rzucił na środek sceny i powiedział „Prosz, weź sobie”.

Ba, sam stałem się ofiarą jego poczucia humoru. Kiedy przed wyjazdem zapytałem na forum Millarworldu o jakieś wyszukane restauracje w pobliżu konwentu, Millar odpowiedział, jako pierwszy. „McDonald’s”, polecił.

Dzięki, Mark!

ms_140703_kapow_millar_1

Komentarze ( 0 )

    Dodaj komentarz

    Your email address will not be published. Required fields are marked *