Blog


KAPOW! 2012 (cz. 2) – Atrakcje

Wracamy do relacji ze zjazdu komiksiarzy KAPOW! 2012. Tym razem będzie o największych atrakcjach.

Atrakcją, która w jakimś sensie przenikała i spajała całą imprezę by ją na koniec ukoronować, jest konkurs cosplay, czyli przebierańców.

W obu dniach imprezy po jej terenie błąkały się tabuny kolorowych przebierańców. Na polskich konwentach RPG widywałem kostiumy naprawdę kiepskie, powalające brakiem polotu, pomysłu i materiałów. Dość wspomnieć panującą w bractwach rycerskich schyłku XX wieku modę na przerabianie znaków drogowych na tarcze a resorów samochodowych na miecze (z dziurką na śrubkę w połowie ostrza). Tu kreacje stały (w większości) na najwyższym poziomie.

Finałem i zakończeniem był wspomniany konkurs, w którym przebierańcy walczyli o nagrodę główną – poster z filmu Avengers podpisany przez odtwórców głównych ról. Nagroda przypadła dwójce najmłodszych uczestników konkursu, dwóm 2-3 letnim bobasom przebranym (całkiem nieźle) za Iron Mana i Batmana.

Zdobywca drugiego miejsca a nie licząc bobasów – faktyczny zwycięzca konkursu Reed „Mr. Fantastic” Richards.

Zdobywca drugiego miejsca a nie licząc bobasów – faktyczny zwycięzca konkursu Reed „Mr. Fantastic” Richards.

Ogromną atrakcją konwentu było oczywiście przebywanie w otoczeniu największych nazwisk komiksowego świata. Siedziałem na przykład w pierwszym rzędzie na spotkaniu z Danem Didio, redaktorem naczelnym DC Comics.

W kręgu dobrych filmów. Świetne miejsce, gdzie można przysiąść na pufce i pooglądać zapowiedzi nadchodzących produkcji. Dźwięk dochodzący z pięciu stron wprawiał pufkę w drżenie a genialne trailery m. in. do „Królewny Śnieżki i Łowcy” stawiały włosy na karku.

W kręgu dobrych filmów. Świetne miejsce, gdzie można przysiąść na pufce i pooglądać zapowiedzi nadchodzących produkcji. Dźwięk dochodzący z pięciu stron wprawiał pufkę w drżenie a genialne trailery stawiały włosy na karku.

Wspaniałą rzeczą była tzw. alejka artystów, czyli jedna z galeryjek hali, gdzie przy stołach siedziało jakiś 40. rysowników i na zamówienie szkicowało, czego sobie klienci zażyczyli. Ja sobie zażyczyłem ABC Warriora (pamiętacie tego wielkiego robota z Sędziego Dredda?), bo to brytyjski komiks z dużymi tradycjami, na który miałem podczas tego konwentu wielki apetyt.

Mój towarzysz kupił tam dla swoich dzieciaków jadalne komiksy z jakiejś masy związanej nicią dentystyczną.

Hammerstein ołówka i tuszu Davida Millgate’a. Jeden z ABC Warriors.

Hammerstein ołówka i tuszu Davida Millgate’a. Jeden z ABC Warriors.

Podczas całego konwentu odbywały się walki zapaśnicze grupy Lucha Britannia naśladujące meksykańskich zapaśników luchadores. Pocieszne te spektakle budziły powszechne zainteresowanie swoją przesadną teatralnością. Zapaśnicy wyzywali na pojedynek artystów komiksowych, prowokacyjnie rozdzierali na ringu ich komiksy i odstawiali swoje popisowe numery (jeden zawodnik udawał jaszczurkę i biegał po konwencie na czworaka, w masce gada z wywalonym jęzorem).

Lucha Britannia.

Lucha Britannia.

Nic jednak nie przebije giełdy komiksowej. Dość powiedzieć, że moje szalone plany, by przywieźć ze sobą 25 kilo komiksów, czyli dokładnie tyle ile mogłem wnieść na pokład samolotu, spaliły na panewce kiedy okazało się, że mój plecak jest już tak ciężki, że muszę przestać kupować kolejne albumy, bo nie będę miał jak z nim chodzić.

Całkiem ominęły mnie atrakcje filmowe – pokaz wcześniej nie upublicznianych fragmentów nadchodzącego filmu Amazing Spider-Man, promocja Abrahama Lincolna: Łowcy Wampirów z udziałem hollywoodzkich gwiazd oraz projekcja tajemniczego Filmu X, którego tytuł widownia poznaje dopiero po rozpoczęciu projekcji. Przynajmniej w tym ostatnim przypadku nic nie straciłem, bo film Iron Sky (porywający, epicki, z przełomowymi efektami specjalnymi i ściskającą za serce grą aktorską) widziałem już wcześniej.

Komentarze ( 0 )

    Dodaj komentarz

    Your email address will not be published. Required fields are marked *