Blog


KAPOW! 2012 (cz. 1) – „Teoria wielkiego podrywu” na żywo

Szacowny gmach Królewskiej Hali Rolnej w Londynie ufundował w połowie XIX w. Książę Bedford. Miało to być targowisko i hala wystawowa dla świń oraz innego domowego bydła.

Chyba nawet w 1986 r. gdy Żelazna Dama Margaret Thatcher przecinała wstęgę wyremontowanego gmachu, przemianowanego na Centrum Projektancko-Biznesowe, nie było takich tłumów jak 19 maja 2012 r. kiedy rozpoczął się konwent komiksu Kapow!

Ludzie schodzili się od wczesnych godzin rannych. Część by stanąć w kolejce oplatającej trzy sąsiednie budynki, część by na hałastrę dziwadeł popatrzeć i powytykać palcami. Nieliczni, od niechcenia połyskując identyfikatorem VIP mijali to zgromadzenie, by z drogo okupionym poczuciem wyższości od razu wejść do budynku.

Wnętrze zaskakuje. Szklane, łukowe sklepienie ogromnej hali kojarzy się z dworcami kolejowymi z czasów Sherlocka Holmesa. Otaczające je ze wszystkich stron galeryjki na piętrze przywodzą znów na myśl chór w kościele albo saloon z westernu. I sama przestrzeń wystawowa… uniesiona na wysokość pierwszego piętra, na dach znajdujących się na parterze butików, a następnie spięta ze wspomnianymi galeryjkami kilkoma zestawami mostków i schodów.

Gdyby ktoś cisnął tu zapaloną zapałkę, całe wnętrze w mgnieniu oka zmieniłoby się w ogniste piekło. Przestrzeń wystawienniczą wypełniają bowiem setki tzw. „longboxów”, długich a wąskich kartonów, w których ustawione są na sztorc komiksy z łatwopalnego papieru nasączonego tuszem, farbami i lakierem. Koszmar każdego strażaka.

ms_140703_kapow_1

Z galeryjek prowadzą drzwi do sal konferencyjnych gdzie odbywają się spotkania z twórcami, pokazy i premiery.

Pierwszy gość nie ma (na razie) znaczenia. To hiszpański reżyser Nacho Vigalondo. Jakbym mieszkał w Hiszpanii, też dałbym dziecku na imię Nachos. Dalej elita komiksowej elity… Mark Millar, Frank Quitely i Dave Gibbons. Zdjęcie niewyraźne, bo ręce mi się trzęsły z przejęcia ;oP

Pierwszy gość nie ma (na razie) znaczenia. To hiszpański reżyser Nacho Vigalondo. Jakbym mieszkał w Hiszpanii, też dałbym dziecku na imię Nachos. Dalej elita komiksowej elity… Mark Millar, Frank Quitely i Dave Gibbons.

To tyle na dziś. Więcej w następnym odcinku.

„Kurcze, myślałam że jak się przebiorę za Walkirię i założę dwie metalowe kopuły na piersi, to będzie jakieś branie…”

Komentarze ( 0 )

    Dodaj komentarz

    Your email address will not be published. Required fields are marked *