Blog


In God we TRUST

Kiedy Przemek Truściński był w Zielonej Górze po raz pierwszy, poprosiłem żeby mi narysował westernowego rewolwerowca. Trust zrobił, jak to ma w zwyczaju, ilustrację opowiadającą pewną historię. A właściwie pół historii. Teraz wreszcie ją dokończył.

Zaczęło się od wernisażu Tadeusza Raczkiewicza. Kiedy byłem dzieciakiem, moim ulubionym komiksem westernowym była Tajemnica czerwonego tepee. Nic więc dziwnego, że kiedy artysta przyjechał do mojego rodzinnego miasta, namówiłem go na szkic kowboja we wznowionym wydaniu Tajemnicy….

I jakoś tak wyszło, że kolejnego rysownika, również poprosiłem o rysunek rewolwerowca. A kolejnym rysownikiem był właśnie Trust, który specjalizuje się w ilustracjach gęstych od narracji. Byłem zachwycony efektem:

rys. Przemysław Truściński

rys. Przemysław Truściński

Tak mi ta grafika podziałała na wyobraźnię, że zinterpretowałem ją po swojemu:

„Wg mnie oglądamy scenę zaraz po pojedynku. Oto rewolwerowiec. Można by go nazywać “szeryfem”, ale wygląda tak złowieszczo, że coś nie ufam tej gwieździe na jego piersi. Dajmy mu więc zamiast tego jakieś westernowe imię, np. Cleveland Bill. No więc Cleveland Bill stał przy barze, kiedy wszedł przeciwnik. Patrzymy właśnie oczami tego drugiego. Cleveland zdołał błyskawicznie obrócić się na pięcie i dobyć broni, ale nie zdążył jej użyć. Rozbroił go postrzał w ramię. Teraz, roztrzęsioną lewą ręką, ledwo trzymając się na nogach, przyciąga do piersi kapelusz. Może zasłaniający drugą ranę? I jedyne, co jest w stanie wydusić, to zaskoczone – Fuck!”.

No tak, ale wedle tej interpretacji, otrzymałem tylko połowę narracji. Miałem portret kowboja, który przegrał. Nieobecnym bohaterem ilustracji był Ten Drugi, szybszy, celniejszy… Ten, na widok którego można tylko skrzywić się z bólu, zalać krwią i sapnąć „Fuck!”. W dodatku chyba prawy musiał być z niego człowiek, skoro rozbroił Billa postrzałem w ramię, choć mógł go od razu zabić. Też mu wymyślmy imię! Niech mu będzie Ulysses Dunwich. Oczywiście pragnąłem „obrócić kamerę o 180 stopni” by spojrzeć Ulyssesowi w oczy!

I udało się! Przemek wrócił do Zielonej, by poprowadzić warsztaty z komiksu, a ja od rana brzęczałem mu nad uchem o drugą połowę dyptyku. Tym razem postanowiłem nie patrzeć jak rysuje, choć to hipnotyzujący widok, zagryźć zęby i poczekać do końca, żeby uderzyła mnie gotowa ilustracja.

Co wam mogę powiedzieć, zanim pochwalę się kolejnym rysunkiem… dziś wiem więcej o Cleveland Billu i Ulyssesie Dunwich. Myślę, że nie poszło o odznakę szeryfa, jak początkowo podejrzewałem. Sądzę, że stawka w tej grze była większa, a do akcji wkroczyły siły nieczyste. Czy Bill był przywódcą satanistycznego kultu? Czy znalazł gdzieś na pustkowiach Ohio miejsce, w którym pulsuje, niczym żywe srebro, przejście do innego wymiaru? Czy Ulysses próbował przerwać jakiś bluźnierczy rytuał? Nie wiem. Podejrzewam natomiast, że Bill postanowił pozbyć się przeciwnika w sposób permanentny. Nie zabić i zakopać, ale za sprawą zaklęcia, czarnej magii czy indiańskiego amuletu rzucić go na samo dno piekieł, cisnąć nim przez wymiary, przestrzeń i czas w miejsce, z którego nie zdoła wrócić.

Tylko, że Ulysses przebył wymiary, pokonał przestrzeń, oszukał czas… i powrócił…

rys. Przemysław Truściński

rys. Przemysław Truściński

Oczywiście obie ilustracje zawisły na moich ścianach, naprzeciw siebie, aby nadal toczyć ten epicki pojedynek.

Komentarze ( 0 )

    Dodaj komentarz

    Your email address will not be published. Required fields are marked *